Podsumowanie 2017 – Australia, Izrael, Węgry i Słowacja

Katarzyna Raiter-Łuksza blog lifestylowy

Rok 2017 zaliczam do bardzo udanych pod kątem prywatnym, jak i zawodowym. W tegorocznym podsumowaniu chcę jednak skupić się na podróżach, ponieważ w 2017 udało nam się odwiedzić naprawdę ciekawe lokalizacje. Oczywiście od jakiegoś czasu planuję przygotować osobny wpis do każdej wyprawy, jednak zanim to nastąpi zapraszam na krótkie podsumowanie wyjazdów: Australia, Izrael, Węgry i Słowacja.

Luty – Słowacja i wyjazd na Chopok

Był to mój pierwszy dłuższy wyjazd na snowboard, który pozwolił na dobre rozprawić się z lękiem na stoku oraz zobaczyć, jak wyglądają trasy i ośrodek z prawdziwego zdarzenia. Widoki zapierały dech, długie i atrakcyjne trasy pozwalały na wielogodzinną jazdę, bez odrobiny nudy. Każdemu entuzjaście sportów zimowych polecam to miejsce. Więcej znajdziecie we wpisie Snowboardowy wyjazd na Chopok – relacja z podróży.

Sierpień – Węgry

Na długi weekend sierpniowy wybraliśmy się do Budapesztu. Powiem tylko – żałuję, że tak późno tutaj zawitałam! Stolica Węgier ma cudowny klimat, ogromną liczbę miejsc do zobaczenia i czynności do zrobienia, a także fantastyczną kuchnię (nawet dla wegetarian). Niezapomniany był dla mnie wieczorny rejs po Dunaju, budynek Parlamentu czy monumentalne mosty. Chciałabym również podkreślić, że w Budapeszcie czułam się niezwykle bezpiecznie o każdej porze dnia. Na miejsce dojechaliśmy samochodem, a spaliśmy w wynajętym z bookingu mieszkaniu, w odległości 1 minuty od parlamentu. Polecam, polecam, polecam! 

Sierpień/ wrzesień – Australia

Sydney 

Podróż do Australii zaliczam do największych i najciekawszych tripów, jakie do tej pory udało mi się zrealizować. Lecieliśmy z Warszawy do Sydney z przesiadką w Doha. W Sydney spędziliśmy 5 dni i myślę, że udało nam się poczuć klimat miasta i zobaczyć najciekawsze, czy też najbardziej znane miejscówki. Wszyscy znamy Opera House, jednak na mnie największe wrażenie zrobiły: Harbour Bridge, Zatoka Darling czy przepiękne plaże Bondi z widokową trasą wzdłuż wybrzeża i plaża Manly. Sydney to bardzo nowoczesne miasto, tętniące życiem, w którym znaleźć można wiele “cichych” zakątków – parków, skwerów, plaż czy zwyczajnie miejsc z widokiem na zatokę czy ocean. Zakochałam się!

Cairns 

Z Sydney polecieliśmy do Cairns, gdzie temperatura przekraczała 30 stopni. Odwiedziliśmy Hartley’s Crocodile Adventures, gdzie oglądaliśmy m.in. karmienie krokodyli, czy robiliśmy zdjęcia z koalą. Kąpaliśmy się w oceanie na Trinity Beach, nurkowaliśmy na rafie koralowej, byliśmy na mistrzostwach świata w MTB (to był powód, dla którego w ogóle znalazłam się w Australii), a także chodziliśmy po lesie deszczowym. Droga powrotna do domu zajęła nam z przesiadkami ponad 30 godzin i przyznaję, że pierwszy raz w życiu lunatykowałam! O Australii chciałabym stworzyć osobny wpis, bo przez dwa tygodnie naprawdę wiele się działo. Mam nadzieję, że mi się to uda.

Grudzień/ styczeń 2018 – Izrael

Rzutem na taśmę w 2017 znalazłam się jeszcze w Izraelu (wylot 31.12), jednak trip ten będę już liczyć bardziej na 2018. Największą obawą były dla mnie kontrole, o których w internecie krążą legendy. Okazały się one mniej więcej standardem dla osób, które podróżują poza Europę, chociaż przy wyjeździe jest krótki wywiad i 5 punktów sprawdzania. Sam Izrael ugościł nas niestety niezbyt piękną pogodą, ale myślę, że na wiosnę i jesień plażowanie w Tel Avivie na pewno jest przyjemniejszą przygodą. My zwiedziliśmy Tel Aviv, który jest miastem na styku nowoczesności z biedą. Polecam piękne plaże, Old Jaffa oraz street foody, w których królują opcje wegetariańskie! Udało nam się również pojechać nad Morze Martwe do Ein Bokek, jednak pogoda powstrzymała mnie przed kąpielą (ale byli śmiałkowie w naszej ekipie, którzy na kąpiel się skusili). Byliśmy również w Jerozolimie i myślę niestety, że jeden dzień to zdecydowanie zbyt krótko na zwiedzenie starego miasta. Na szczęście udało nam się odwiedzić najważniejsze miejsca. Przyznaję, że jest to specyficzny kraj, który jednak zyskiwał z dnia na dzień. Jest tam dość drogo, w samym tel Avivie praktycznie nie ma informacji po angielsku w gastronomii, na przystankach miejskich, więc bez pomocy lokalsów i google maps ciężko byłoby się nie zgubić. Dodatkowo, w wielu miejscach nie ma cen, więc prawdopodobne jest, że nie mówiąc po hebrajsku zapłacisz za coś więcej, niż jest to warte. Ogólnie polecam odwiedzenie tego kraju dla samej Jerozolimy myślę, że za kilka lat sam Tel Aviv nie będzie już tak wielkim placem budowy. Na miejscu czułam się bardzo bezpiecznie.

Rok 2017 był bardzo intensywny nie tylko jeśli chodzi o podróże. Cieszę się, że udało mi się zrealizować podróże marzeń – Australia, ale również wyjazdy na spontanie – Izrael. Dajcie znać, gdzie Wam udało się wyjechać w 2017 i jakie plany na 2018?

Share